Emocje które nami rządzą. Cz. I – Wstyd

Zaczynam serię artykułów o emocjach. Bazą do nich będzie książka Dawida Hawkinsa „Siła czy Moc”. Postaram się w sposób możliwie najprostszy przybliżyć Wam każdą emocję i jak ona wpływa na nasze zachowanie.

Najniższą emocją, która blokuje działania a często tak paraliżuje, że człowiek nie jest w stanie dokonać racjonalnej oceny sytuacji nie jest strach a wstyd.

Dlaczego się wstydzimy? Gdzie jest źródło wstydu?

Gdy byliśmy dziećmi, słyszeliśmy „Wstydź się. Nie wolno tak robić”, „Jak ty wyglądasz. To wstyd”. Zewsząd docierało do nas,wstydź się tego czy owego.Niezliczona ilość razy. Rodzice czy dziadkowie, powtarzali to jak mantrę. Dla dzieci wstyd jest rzeczą bardzo niezrozumiałą.One są naturalne i wolne od narzucanych przez świat dorosłych ograniczeń. Jednak ciągłe wpajanie tego programu robi swoje. Dla dziecka nie ma znaczenia czy i jak jest ubrane, czy ma plamę na koszulce czy też brudną buzię i ręce. W końcu zaczynają wstydzić się swojego ubioru i swego ciała. W późniejszym wieku objawia się to chęcią noszenia ubrań znanych marek, by nie wypaść gorzej przed innymi. Już kilkulatki zaczynają bać się dotykać, zwłaszcza organów płciowych, w obawie przed ostrą reprymendą od dorosłych. Zaczynają traktować nagość, jako coś brzydkiego  i grzesznego,  coś co jest niedoskonałe i czego trzeba się wstydzić.

Pamiętam ze swojego dzieciństwa zabawę w doktora. Z zaciekawieniem chowaliśmy się np pod kołdrą lub w miejscu gdzie nikt z dorosłych nie mógł nas zobaczyć. Oglądaliśmy i dotykaliśmy swoje miejsca zwane intymnymi, nie pojmując dlaczego dorośli zabraniają tego robić. To było bardzo ciekawe, zobaczyć jak fizycznie się różnimy. Jednocześnie też sprawiało dużą frajdę.

Skupiam się tutaj na najbliższym mi kręgu kulturowym, co wcale nie oznacza, że inne są wolne od programu wstydu związanego z seksualnością. Działa on najsilniej i głównie w tej sferze.

Zastanawiacie się gdzie jest przyczyna takiego podejścia? W grę wchodzą tu przede wszystkim uwarunkowania religijne. Od wieków, wszędzie tam gdzie dotarły judaizm, chrześcijaństwo i islam, seksualność zaczęła być traktowana jako zło konieczne. Akt kobiety i mężczyzny służy niemal wyłącznie prokreacji a wśród niektórych ortodoksyjnych wyznawców tylko temu. Seks uprawiany przez dziurę w prześcieradle czy tylko przy zgaszonym świetle to chyba najbardziej obrazowe przykłady. Cieszenie się swoimi ciałami, do tej pory jest traktowane w wielu środowiskach jako grzech. A już gdy robią to ze sobą ludzie, którzy nie są małżonkami stanowi to bardzo ciężkie wykroczenie przeciw prawu, które podobno zostało dane przez ichniejszego Boga.

Dla przeciętnego człowieka, zwłaszcza mężczyzny z tzw cywilizacji chrześcijańskiej, celebracja aktu seksualnego przez kilka godzin jest czymś niewyobrażalnym. Liczy się przede wszystkim szybkość dojścia do orgazmu i ich ilość a nie świętowanie zbliżenia. Wiele kobiet natomiast, poprzez taką postawę ich partnerów, nigdy nie miały orgazmu a dla ich zadowolenia, udają że są w siódmym niebie. Ale to już zupełnie inny temat.

Stłumiona energia seksualna musi znaleźć gdzieś ujście. Skoro nie może swoją naturalną drogą celebrowania aktu seksualnego czy też podczas tworzenia dzieł sztuki np muzyki, poezji czy obrazów, to przeradza się w inne formy. Czasem są to wybuchy złości, a czasem wręcz niepohamowana agresja. Agresja przeciw innym istotom lub nawet sobie. Nie jest wcale przypadkiem, że wszelkie media w tym społecznościowe, bez zażenowania pokazują wojny czy brutalne jak boks odmiany sportu (choć ja bym to sportem nie nazywał) a gdy ktoś pokaże niedozwolony przez kulturę czy religię fragment ciała, to się go szykanuje. Czyż to nie jest jawna hipokryzja? Wypadki, katastrofy czy wojny są jak najbardziej wskazane a piękno całego ciała zabronione.

Co odważniejsi twórcy X muzy, w swoich dziełach umieszczają sceny erotyczne. Jednak nawet oni trzymają się pewnych wytyczonych wstydem granic. Choć gdy sięgam pamięcią do lat młodości, to przypomina mi się piękny film erotyczny z 1974 roku z Sylwią Kristel w roli głównej. Mowa tu o „Emmanuelle”. Jest to chyba jedno z najlepszych dzieł tego gatunku. Działający na wyobraźnię i pokazujący zupełnie inne spojrzenie na tematykę seksu. Tym, którzy nie mieli okazji go obejrzeć, gorąco polecam.

Z drugiej jednak strony, w zdecydowanej większości tzw filmów dla dorosłych, seks został sprowadzony właściwie do pornografii. Chyba większość czytelników miała okazję obejrzeć choć jeden lub chociaż jego urywek. Wiecie zatem doskonale, że pokazywana jest tam właściwie, tylko biologiczna strona współżycia. Na dodatek, jak każdy reżyserowana produkcja, z prawdziwym życiem ma wbrew pozorom niewiele wspólnego. Młodzież, której od dzieciństwa wmawiano uczucie wstydu, a która swoją przygodę z erotyką zaczyna właśnie od takich filmów, buduje całkowicie błędne wyobrażenie, czym jest współżycie seksualne. Chociaż trudno się dziwić, że tak właśnie jest. Przecież nam nie miał kto przekazać innego spojrzenia, więc nie można oczekiwać, że mogliśmy je przekazać młodszemu pokoleniu. Ani w domu, ani w szkole wiedza ta nie była i nie jest powszechnie serwowana.

A swoją drogą, popularność różnych serwisów oferujących bądź to filmy, bądź to transmisje na żywo i pokazujących zwierzęcą stronę seksu jest olbrzymia. Często również można obejrzeć sceny rodem z horrorów, gdzie zadawanie cierpienia innej istocie, wywołuje podniecenie seksualne.

I ciekawostka językowa. Ludzie którzy bez oporów pokazują swoje nagie ciała nazywani są bezwstydnymi. Przyjęło się, że słowo to, ma pejoratywne brzmienie. Z czym się oczywiście nie zgadzam. Wyraźnie jednak wskazuje na to, że program ten mocno działa na podświadomość.

Czego oprócz nagości jeszcze się wstydzą ludzie?

„Dziwnych” zachowań, które odbiegają od narzuconego przez społeczeństwo kanonu. Przykładem niech tu będzie np. samotny taniec na moście lub na środku rynku w mieście. Wstydzą się rozmawiać na tzw tematy tabu, przede wszystkim związane z seksualnością. Wstydzą się pokazać w pomiętym czy brudnym ubraniu, czy też takim które ich bardzo wyróżni spośród innych. Wstydzą się mówić o swoich uczuciach. Zachowanie, ubiór, fryzura. Wszystko może stać się powodem do wstydu.

Ile razy słyszeliście czy mówiliście takie zdanie „Wstyd mi za ciebie”? Przypomnijcie sobie w jakich to było sytuacjach. To na pewno pomoże zrozumieć tę emocję i nauczy jak się jej pozbyć ze swojego życia. Wstyd osłabia i w końcu blokuje działania. Potrafi sparaliżować na tyle, że nie można ruszyć dalej.Ludzie przestają być sobą, przestają być autentyczni.

Pozbycie się tej najniższej z możliwych emocji, pozwala na rozpoczęcie prawdziwej duchowej podróży.

Pierwszym krokiem w tym kierunku jest zaakceptowanie swojej nagości a co za tym idzie piękna własnego ciała. Danie sobie pozwolenia na nagość. Kolejnym jest akceptacja nagości u innych. Gdy się zrobi te dwa kroki, pozostałe staną się dużo łatwiejsze. Przypatrujmy się dzieciom. Obserwujmy je i wyciągajmy wnioski.

Gdy stajemy nago obok siebie jesteśmy równi. Jesteśmy kobietami i mężczyznami. I to jest jedyne co iluzorycznie dzieli. Znikają podziały klasowe, podziały na biednych i bogatych. Jest to niesamowicie ważne zarówno dla podświadomości jak i świadomego umysłu. Będąc bez ubrania i patrząc na nagich ludzi stojących obok, powoli pozbywamy się iluzji oddzielenia. Powoli dochodzi do świadomości fakt, że wszystko co blokował wstyd znika a zamiast tego pojawia się lekkość i otwartość.

Więc życzę Wam byście przestali się wstydzić czegokolwiek i zaczęli odkrywać prawdziwych siebie.

Świętobor

Szczodrych Godów…

blog polski

.

.

Zimowe przesilenie przez tysiące lat świętowane było u Słowian jako narodziny Słońca, narodziny boskiego Swarożyca, który pokonuje ciemność, noc i po trzydniowym zatrzymaniu się odrodzony wznosi się dzień po dniu wyżej na nieboskłonie, dłużej oświecając Ziemię. Zamiast coraz krótszych, dni stają się znów coraz dłuższe. Zimowe przesilenie znane jako Szczodre Gody świętowano przez kilka kolejnych dni. Wszystkie obrzędy i zwyczaje związane ze Szczodrymi Godami przejęło krystowierstwo nadając im nadjordańską interpretację. Dobrze omawia to lektor poniższego filmu.
.

.
Mam tylko kilka zastrzeżeń – przez tysiące lat u Słowian nie było ani świątyń, ani kapłanów, ani książąt i ich namiestników. Te instytucje pojawiły się u Słowian późno, już u schyłku wolnej, pogańskiej Słowiańszczyzny. Były przejmowaniem obcych i niekoniecznie dobrych wzorców. 24 grudnia ludność opoli, czy egalitarnych grodów spotykała się w świętych gajach lub nad świętymi jeziorami, a uroczystości prowadzone były przez żerców, którzy kapłanami nie byli i przez starszyznę…

View original post 107 słów więcej

Demaskowanie katolickiej mitologii – domniemany „chrzest Polski”.

Blog Przemka

chrzest_polski_1

Zaprowadzenie_chrzescijanstwa_965_Matejko

1517638517za: https://opolczykpl.wordpress.com/2013/10/18/demaskowanie-katolickiej-mitologii-domniemany-chrzest-polski/

Tak przedstawia żydo-katolicka mitologia „chrzest” Mieszka w sztuce.

Kilkakrotnie już wspominałem o wyssanym z palca rzekomym „chrzcie” Mieszka I w roku 966, ale zawsze na marginesie innych spraw. A ten żydo-katolicki mit, a raczej odrynarne kłamstwo zasługuje na samodzielny tekst. A więc, do dzieła…

Kłamstwo domniemanego chrztu Mieszka ma wymiar podwójny – oszukuje się Polaków wmawiając im ten wyssany z palca „fakt”, a dodatkowo propaganda żydłacka głosi, że od owego wyssanego z palca „chrztu” Mieszka Polska  była krajem chrześcijańskim, a jej mieszkańcy byli przykładnymi, gorliwymi i głęboko wierzącymi katolikami. Jeszcze innym dodatkowym kłamstwem propagandowym jest nazywanie domniemanego „chrztu” Mieszka „chrztem Polski”. Bo nawet, gdyby ten „chrzest” Mieszka miał rzeczywiście miejsce – co jest żydłackim kłamstwem – to oznaczałby on „chrzest” władcy, a nie całego jego państwa. W czasach Mieszka nie istniała jeszcze zasada cuius regio, eius religio i „chrzest” jakiegokolwiek władcy nie oznaczał, że całe jego państwo „zostało…

View original post 4 515 słów więcej

Odpowiedz duchowym innorodcom czyli noty – koby – ksągi – knigi – taby – dewany

Słowianie - Wiara Przyrodzona


Grecy i ich pisma twierdzą, że to oni wynaleźli Słowianom głagolicę, co ciekawe dzieje się to po roku 862, niespełna 40 lat po tym jak Tomasz Słowianin, omal nie usunął Greków z kart żywej historii, łącznie z ich władcami, uratowała ich tylko dywersja Bułgarów, która uwolniła Bizancjum z rocznego już oblężenia słowiańskiego. I było to jedno z ostat-nich miast w rękach Greków. Poniżej litery-wiązanki i mają one zupełnie przypadkowo (?!?!) ornament kółeczkowy, nawiązujący do węzełków. Pytanie czy grecy wymyślili też ligatury-wiązanki devannagari? Albo barsomy czy devany (księgi) perskich kapłanów? Co takiego Ahura’ Mazda przekazuje Arda’szirowi II na wyrytych płaskorzeźbach Tak-e-Bostan, siatkę na zakupy, czy może jednak inwestyturę, wici, fascis, symbol władzy, wieniec łozowosznurowy, noty-nody czyli zapis kobalny.

Zagadka, co takiego pokazuje św. Metody i św. Cyryl, na można powiedzieć, piktogramie (wyżej z Kodeksu Zografskiego z końca Xw.) stoją na tle pisma głagolicy z wyciągniętej ręki Metodego zwisa pęk sznurków, są…

View original post 2 052 słowa więcej