List Komandosa Michała Jarzyńskiego do Konrada Rydzyńskiego…

blog polski

.

Szanowny Pan

Konrad Rydzyński

Dyrektor Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi

 

                                              

                                                                                                L I S T       O T W A R T Y

 

Znam ludzi pokrzywdzonych w przeszłości przez Pana ojca Naczelnego Psychiatrę LWP płk. prof. Zdzisława Rydzyńskiego, którzy, gdybym  ich wezwał na rozprawę, napluli, by Panu w twarz za powtórne krzywdzenie przez Pana ofiar Pana ojca.  Mam na myśli warszawskiego prawnika,   ppłk pilota mgr. Zdzisława Konarzewskiego. On już raz spotkał przypadkowo w Warszawie Pana ojca i publicznie wyzwał go od „bandytów”. Pana ojciec przed nim uciekł, by później przed swoim podwładnymi w klinice, w tym moimi informatoromi, szydzić i śmiać się z tego człowieka. Ja nie wezwę tego obecnie starszego człowieka za świadka, by mu ponownie nie wyrządzać krzywdy i wywoływać u niego traumy już raz przez niego przeżytej z winy Pana ojca.  Ja tego nie zrobię, w przeciwieństwie do Pana, gdzie Pan wezwał jako…

View original post 1 052 słowa więcej

Reklamy

Drezno. Prawdziwy Holokaust

Artykuł pochodzi z tej strony:  http://nwonews.pl/artykul,4011,Drezno-Prawdziwy-Holokaust

Drezno. Prawdziwy Holokaust

Kevin Alfred Storm

Noc z 13 na 14 lutego – dzień św. Walentego, jest znaczona przez złowrogą rocznicę w historii Zachodniej Cywilizacji. W nocy 13 lutego 1945 r. doszło do zniszczenia Drezna.

W wigilię dnia św. Walentego, 1945 r., II Wojna Światowa w Europie miała się ku końcowi. Niemcy były już pokonane pod każdym względem. Włochy i inny europejscy sojusznicy padli wcześniej. Armia Czerwona spieszyła by zająć rozległe obszary, tego co wcześniej należało do Niemiec na wschodzie, podczas gdy sojusznicy Sowietów, Brytyjczycy i Amerykanie, bombardowali to co pozostało z niemieckiej obrony, jak też infrastrukturę żywnościową oraz transportową.

A czym było Drezno? Większość z Was zapewne słyszała o drezdeńskiej porcelanie, a owa delikatnie wykonana i pieczołowicie zdobiona porcelana jest naprawdę doskonałym symbolem tego miasta. Od stuleci Drezno pozostawało centrum kultury i sztuki, wyrafinowanego odpoczynku i rekreacji. Było miastem muzeów sztuki oraz teatrów, cyrków oraz stadionów sportowych, miastem starodawnych pół-drewnianych budynków, podobnych do tych ze średniowiecznej Anglii, z dostojnymi kościołami i liczącymi sobie stulecia katedrami, upiększającymi jego sylwetkę. Było miastem artystów i rzemieślników, aktorów i tancerzy, turystów i handlarzy, oraz hotelów które im służyły. Ponadto wszystko to czym Drezno było, zostało określone w ciągu wojny, przez to czym nie było. Nie posiadało ono znaczących obiektów wojskowych czy przemysłowych. Z tego powodu Drezno stało się, ponad wszystko inne, miastem dzieci, kobiet, uchodźców, jak też rannych i okaleczonych, którzy powracali do zdrowia w jego licznych szpitalach.

Te kobiety i dzieci, ci ranni żołnierze, ci chorzy i starzy ludzie, ci uchodźcy uciekający przed brutalna nawałą komunistycznych armii ze Wschodu, przybyli do Drezna, ponieważ powszechnie sądzono w tym czasie, iż Drezno nie zostanie zaatakowane z powodu braku swojego znaczenia wojskowego i przemysłowego. Natomiast dobrze znana obecność setek tysięcy uchodźców a nawet alianckich jeńców wojennych, wydawała się gwarantować miastu bezpieczeństwo. Na pewno uważano, że nawet najbardziej potężny i zdeterminowany wróg nie będzie tak zdegenerowany czy sadystyczny, oraz tak rozrzutny wobec swoich własnych zasobów, by atakować takie miasto. Lecz mieszkańcy Drezna, którzy spokojnie poszli do kina, albo spożywali w domach kolację, lub oglądali wyścigi konne w cyrku, byli w błędzie tej nieszczęsnej nocy. Ich przywódcy także mylili się, ponieważ miasto było praktycznie otwarte i bezbronne a zostały poczynione jedynie minimalne przygotowania obrony cywilnej.

Populacja Drezna, praktycznie się podwoiła w miesiącach poprzedzających atak, przede wszystkim z powodu napływu uchodźców z frontu wschodniego, główne kobiet i małych dzieci. Według brytyjskiego historyka Davida Irvinga, odprawy załóg brytyjskich bombowców przed atakiem na miasto były zupełnie różne. W jednej żołnierzom powiedziano, że celem jest dworzec kolejowy w Dreźnie. W innej, oznajmiono im, iż obiekt uderzenia stanowi fabryka gazów bojowych. W jeszcze innej, stwierdzono, że cel to tereny ćwiczeń dla żołnierzy w mieście. Innym powiedziano, że jest nim duży arsenał. Wszystko to były kłamstwa.

Jedyne miejsce lokalizacji wojsk było poza miastem. Arsenał spłonął w 1916 roku. W mieście znajdowały się fabryki pasty do zębów i pudru dziecięcego, ale nie gazów bojowych. Co prawda w Dreźnie było co najmniej osiemnaście stacji kolejowych, ale tylko jedna z nich została trafiona podczas bombardowania, a uszkodzenia były tak niewielkie, że została przywrócona do użytku zaledwie trzy dni później.

Według obfitej dokumentacji, którą David Irving wykopał z amerykańskich i brytyjskich archiwów, celem ataków było w rzeczywistości zadanie maksymalnych strat ludzkich wśród ludności cywilnej, a szczególnie zabicie jak najwięcej uciekających przed Armią Czerwoną uchodźców. Bombardowanie było najskuteczniejszym środkiem w osiągnięciu tego celu, zatem najwyższe kręgi rządowe Wielkiej Brytanii i USA podjęły decyzję o jego zaplanowaniu i przeprowadzeniu. Na potrzeby realizacji swych zamierzeń uciekli się do okłamywania swoich żołnierzy i cywilów, którzy nawet do dnia dzisiejszego nie poznali pełnej prawdy  o nalotach.

W jaki sposób osiągnięto ten straszliwy efekt?

13 listopada o godzinie 22.10 nastąpiła pierwsza fala nalotu, którą przeprowadziła brytyjska Piąta Grupa Bombowa RAF w sile 2 tysięcy bombowców i samolotów wsparcia, które zrzuciły ponad trzy tysiące bomb burzących i 650 tysięcy zapalających w samo centrum miasta. Bomby zapalające nie są zbyt skuteczne w niszczeniu sprzętu wojskowego i torów kolejowych, natomiast są bardzo efektywnym narzędziem maksymalizacji strat w ludziach. 75 procent ładunku bombowców stanowił właśnie ten rodzaj bomb. I faktycznie, celem pierwszej fali ataku było, według brytyjskiego dowódcy Arthura “Bombardiera” Harrisa, pochłonięcie Drezna w ogniu.  I to właśnie uczynił.

Brak jakiegokolwiek skutecznego systemu obrony przeciwlotniczej umożliwił bombowcom zrzucanie ładunku na niewielkim pułapie, co zapewniało relatywnie wysoki stopień precyzji, a także zapewniało możliwość wizualnego rozpoznania celu. Pomimo faktu, że alianci byli w stanie bez problemu zidentyfikować na terenie planowanego ataku szpitale, stadiony i osiedla mieszkaniowe, podporządkowali się rozkazom i zalały deszczem ognia nieszczęsnych mieszkańców miasta, na bezprecedensową w historii ludzkości skalę. Setki tysięcy niewinnych istot ludzkich zostało dosłownie pożartych przez szalejący żywioł. Był to holokaust w dosłownym znaczeniu tego słowa: całkowite unicestwienie w płomieniach.

Bomby zapalające wznieciły tysiące pożarów, które wskutek silnego wiatru i zniszczenia linii telefonicznych, poprzez które można było wezwać straż pożarną, połączyły się w jedną, niewyobrażalnie wielką burzę ognia. Tego typu zjawiska nie występują w naturze i rzadko są dziełem człowieka, więc niewielu ludzi ma pojęcie o ich naturze. W zasadzie to, co się stało, można opisać w ten sposób: ciepło spowodowane przez ogromne pożary wytworzyło kolumnę gorącego powietrza, u podstawy której wytworzyło się niskie ciśnienie. W efekcie tego powietrze ją otaczające gwałtownie ruszyło w kierunku centrum z prędkością trzydziestokrotnie przekraczającą siłę naturalnego tornado. W naturze tornado powstaje wskutek różnicy temperatur rzędu 20-30 stopni w skali Celsjusza, podczas gdy podczas bombardowania dochodziła ona do 600-1000 stopni. Dopływ świeżego powietrza dostarczył pożarom tlenu, co jeszcze zwiększyło pożogę. Powstałe w wyniku tego trąby płomieni i wiejące z prędkością setek kilometrów na godzinę wiatry wsysały mężczyzn, kobiety, dzieci, zwierzęta, pojazdy i wyrwane z korzeni drzewa do wnętrza ognistego piekła.

Ale to był jedynie pierwszy etap planu.

Punktualnie według harmonogramu, trzy godziny po pierwszym ataku, nadleciała kolejna ogromna armada brytyjskich bombowców. Bombowców ponownie naładowanych ogromną ilością bomb zapalających. Mieszkańcy Drezna, których system zasilania energetycznego został zniszczony podczas pierwszego rajdu, nie zostali ostrzeżeni o kolejnym. Brytyjskie bombowce ponownie zaatakowały centrum miasta, tym razem dzieląc swoje cele – połowa bomb została zrzucona w środek [trwającej] pożogi, aby ją podtrzymać, a druga połowa spadła wokół krawędzi burzy ogniowej. Nie zachowano nawet pozorów, że wybrano cele wojskowe. Czas ataku drugiej armady był tak obliczony, aby była pewność, że duża liczba przetrwałych osób wyjdzie w jego trakcie ze schronień. Planujący mieli też nadzieję, że – przed planowanym atakiem – na miejscu pojawią się służby ratownicze i gaśnicze z sąsiednich miast, co okazało się prawdą. Strażacy i medycy, których w ten sposób spalono, nie potrzebowali nawet wezwania, żeby wiedzieć, że są potrzebni w Dreźnie – burza ogniowa była widziana z odległości ponad 300 kilometrów.

Jak relacjonowano – części ciała, kawałki ubrań, gałęzie drzew, ogromne ilości popiołu i inne odpadki pozostawione przez burzę spadły na okolicę w promieniu 30 kilometrów. Po tym jak ataki w końcu ustały, ratownicy nie znaleźli nic poza płynnymi pozostałościami mieszkańców ukrytych w schronach, gdzie nawet metalowe naczynia kuchenne stopiły się od intensywnego ciepła.

Następnego dnia, w Środę Popielcową, personel medyczny i ratowniczy z całych środkowych Niemiec skierowano do Drezna. Nie spodziewano się, że trzecia fala bombowców jest już w drodze. To byli Amerykanie. Atak ten był starannie skoordynowany z poprzednimi rajdami. W południe, 450 “Latających Fortec” [od Red. – Boeingów B-17] wspieranych przez kontyngent myśliwców nadleciało, aby dokonać zniszczenia. Zacytuję tu“Zniszczenie Drezna” Davida Irvinga:

 

“Jeszcze kilka godzin wcześniej Drezno było bajkowym miastem iglic i brukowanych uliczek… Teraz wojna totalna położyła temu wszystkiemu kres… Okrucieństwo amerykańskiego rajdu z 14 lutego ostatecznie rzuciło ludzi na kolana… Ale to nie bomby sprawiły, że morale ludzi upadło… Doprowadziły do tego myśliwce Mustang, które nagle pojawiły się nad miastem i zaczęły strzelać do wszystkiego, co się rusza… Jedna z sekcji myśliwców skoncentrowała swoje działania na brzegu rzeki, gdzie schronili się ludzie ocalali z bombardowania… Brytyjscy więźniowie, których wypuszczono z płonących obozów jenieckich, byli jednymi z pierwszych, którzy odczuli na sobie ataki z karabinów maszynowych… Gdziekolwiek pojawiały się kolumny maszerujących ludzi, w i poza miastem, ‘rzucały się’ na nich myśliwce, które gnębiły ich ogniem z karabinów maszynowych i dział.”

Panie i panowie, w tym tekście mogę dać tylko gołe spojrzenie na nieludzki horror holokaustu w Dreźnie. W Dreźnie zginęło nie mniej niż 135 tysięcy niewinnych ofiar, a według niektórych szacunków nawet 300 tysięcy. Więcej osób zmarło w Dreźnie niż zginęło w dobrze znanych atakach na Hiroszimę i Nagasaki. Drezno w ciągu jednego dnia spotkało więcej zniszczenia niż zostało zadane całej Wielkiej Brytanii w ciągu całej wojny. I do tej pory tego wam nie opowiedziano.

Zachęcam wszystkich was do zapoznania się ze „Zniszczeniem Drezna” autorstwa Davida Irvinga. Zapewniam was, że po przeczytaniu książki Irvinga, nigdy już nie będziecie brać na poważnie establishmentowej wersji wydarzeń wojennych.

Aczkolwiek powinniście na poważnie wziąć to, że faktem jest, iż ta sama klika, która kontrolowała zdradzieckie rządy Roosevelta i Churchilla, których nienawiść do naszej rasy i cywilizacji oraz sojusz z komunizmem były prawdziwymi przyczynami holokaustu Drezna, nadal kontroluje dzisiaj nasze rządy i nasze media. To oni dążą do rozbrojonej, mieszanej rasowo Ameryki. To oni promują nauczanie sodomii naszym dzieciom. To oni niszczą naszą infrastrukturę przemysłową w imię globalnej gospodarki. To oni stworzyli narkotyczną subkulturę, a następnie także państwowe agencje policyjne, które udają że ją zwalczają. Nadeszła późna godzina dla Ameryki, a nawet dla całej zachodniej cywilizacji. Ale jeśli patrioci będą zważać na nasze wezwanie to nie ma powodu do rozpaczy. Wrogowie naszego narodu mogą mieć władzę, ale ich siła opiera się na kłamstwie. Czy nie chcesz pomóc nam przeciąć łańcuch kłamstw, które trzymają nasz naród w niewoli umysłowej?

Źródło: Free Speech, vol. 1, no. 3 (marzec 1995)

http://xportal.pl/?p=19403

Hellstorm – The Dresden Holocaust:


Opublikował(a) Adela

TTIP i CETA – nowe, złowieszcze oblicze korporacjonizmu

Tekst pochodzi z tej strony: http://3obieg.pl/ttip-i-ceta-nowe-zlowieszcze-oblicze-korporacjonizmu . Pokazuje jak politycy nie liczą się i nigdy się nie liczyli ze społeczeństwem.

Dobiegają końca negocjacje w sprawie podpisania przez Unię Europejską umów o wolnym handlu z USA i Kanadą, odpowiednio Transatlantic Trade and Investment Partnership (TTIP) oraz Comprehensive Economic and Trade Agreement (CETA). Oficjalnie umowy te mają na celu stworzenie nowych miejsc pracy, zniesienie barier w handlu pomiędzy Europą a Ameryką Północną oraz pobudzenie wzrostu gospodarczego. W rzeczywistości TTIP i CETA zostały napisane przez korporacje dla korporacji. Negocjacje w tej sprawie są tajne, a wiele z proponowanych uregulowań prawnych godzi w szeroko pojęty interes publiczny. Poniżej zestawienie wybranych zapisów TTIP i CETA:

  • Wprowadzony zostaje niejako równoległy system sądowniczy. Amerykańskie i kanadyjskie spółki będą mogły domagać się od Unii Europejskiej lub jej państw członkowskich odszkodowania, jeśli uznają, że poniosły straty finansowe w wyniku wprowadzenia przez dane państwo członkowskie lub przez całą UE jakiegoś przepisu prawa lub regulacji. Takie przepisy lub regulacje mogą dotyczyć kwestii istotnych z punktu widzenia społeczeństwa, na przykład ochrony środowiska lub ochrony praw konsumenta. Co ważne, ewentualne odszkodowania będą zasądzać nie sądy publiczne, a prywatne trybunały arbitrażowe, których posiedzenia będą utajnione. Oczywiście za niekorzystną dla danego państwa decyzję zapłacą podatnicy. Takie rzeczy dzieją się już teraz. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Spółka Vattenfall pozwała państwo niemieckie o odszkodowanie w wysokości 3,7 mld EUR z powodu wyłączenia dwóch wysłużonych (i potencjalnie niebezpiecznych) reaktorów jądrowych w ramach niemieckiego planu stopniowego odchodzenia od wytwarzania energii jądrowej. Po podpisaniu TTIP i CETA możemy się spodziewać wysypu podobnych pozwów. Decyzje trybunałów arbitrażowych będą ostateczne, bez prawa do odwołania się. To oczywiste zaprzeczenie idei państwa prawa.
  • Nowe ustawy będą pisane z udziałem przedstawicieli firm, których dana ustawa dotyczy. Proces ten jest określany mianem „współpracy regulacyjnej”.
  • Według informacji podanych do wiadomości publicznej tylko w ramach etapu przygotowawczego do podpisania TTIP odbyło się 590 spotkań pomiędzy Komisją Europejską a przedstawicielami wielkiego biznesu. W 92% tych spotkań uczestniczyli wyłącznie przedstawiciele korporacji, a tylko w nielicznych przypadkach do rozmów zostały zaproszone związki zawodowe i organizacje broniące praw konsumentów.
  • Negocjacje są prowadzone w ścisłej tajemnicy. Przedstawiciele organizacji obywatelskich otrzymują tylko szczątkowe informacje na temat postępów rozmów. Następnie jest im podsuwana gotowa umowa, którą mogą zaakceptować lub odrzucić w całości, przy czym sama umowa CETA ma ok. 1500 stron. Oczywiście presja na akceptację jest ogromna. Komisja Europejska straszy, że odrzucenie umów będzie oznaczać spowolnienie wzrostu gospodarczego i utratę miejsc pracy, a pięć lat negocjacji pójdzie na marne.
  • Stany Zjednoczone naciskają na Unię Europejską, by ta dała zielone światło dla kontrowersyjnych technologii, takich jak szczelinowanie hydrauliczne (gaz łupkowy) oraz żywność modyfikowana genetycznie (GMO). Weźmy taką Polskę w kontekście TTIP. Na przykład amerykański Chevron przeprowadził już u nas próbne odwierty w poszukiwaniu gazu łupkowego i poczynił w tym zakresie pewne inwestycje. Powiedzmy, że polski rząd uznaje, że wydobywanie gazu łupkowego zagraża środowisku naturalnemu i wprowadza restrykcyjne przepisy środowiskowe. Po podpisaniu TTIP Chevron mógłby pozwać polski rząd za utratę zysków. Sprawa toczyłaby się przed prywatnym trybunałem arbitrażowym, gdzie z dużą dozą prawdopodobieństwa wygrałaby amerykańska korporacja. Zapłaciłby oczywiście polski podatnik. Na przykład w Niemczech wprowadzono moratorium na wydobycie gazu łupkowego. Gdy takie samo moratorium wprowadziła kanadyjska prowincja Quebec, została pozwana przez jedną z firm wydobywczych na 250 mln USD. Pamiętajmy przy tym, że TTIP i CETA przewidują dostosowanie standardów europejskich do amerykańskich i kanadyjskich.

Umowy TTIP i CETA to nowe, złowieszcze oblicze korporacjonizmu. To prawo pisane przez korporacje dla korporacji. Dobro publiczne zostaje zepchnięte na margines. Przypomnę tylko, że gdy państwo i wielki biznes stają się w zasadzie jednym i tym samym, to mamy do czynienia z faszyzmem w najczystszym wydaniu. Tutaj możesz wyrazić swój sprzeciw wobec TTIP/CETA. Petycję podpisało już prawie 1,5 mln osób!

Źródła zdjęć:

1. http://www.euintheus.org.
2. http://www.newzulu.co.uk.

Polub bloga na Facebooku:
http://www.facebook.com/thespinningtopblog.

Pamiętaj, że każdy lek NAWET właściwie stosowany może zagrażać twojemu życiu lub zdrowiu…

 

Ostrzeżenie dla rodziców, którzy naprawdę kochają swoje dzieci i starają się o nie dbać. Tekst oryginalny został zamieszczony tu: http://rysunkiannyl.blogspot.com/2015/01/moje-dziecko-jest-cpunem.html . Tytułem jest fragment jednego z komentarzy zamieszczonych pod tekstem.  Moim zdaniem artykuł jest bardzo ważny więc zamieszczam go u siebie.

Moje dziecko jest ćpunem!

Reklamy medycznych suplementów diety dla dzieci denerwowały mnie od dawna. Ale wczoraj aż mną zatelepało. Podczas 20 minutowej jazdy samochodem, w radio usłyszałam 6 reklam suplementów diety, w tym jedna po drugiej reklamy: apetizera – „by niejadek zjadł obiadek” – oraz limitków, rzekomo ograniczających apetyt na słodycze! Osobiście staram się unikać tego typu produktów. Ale ile jest matek, które podadzą dziecku syropek lub kropelki w trosce o jego zdrowie? Przecież to niemożliwe, żeby prawo pozwalało na sprzedaż czegoś, co dziecku zaszkodzi.

Na jednych z pierwszych zajęć z marketingu, jakie miałam na studiach, omawialiśmy „rodziców” jako najłatwiejszą do sterowania grupę docelową. Reklamy produktów dla dzieci perfidnie wykorzystują nasze emocje! Bo kto nie chce dla swojego dziecka jak najlepiej? Szczególnie w dzisiejszych czasach. 30 lat temu matka pracująca na dwa etaty wracała do domu i miała świadomość konieczności zapewnienia dzieciom posiłku i ściągnięcia ich z podwórka o odpowiedniej godzinie, aby zdążyły odrobić lekcje. I tyle! Ewentualnie mogła wychowawczo dać pacholęciu w dupę za wybicie piłką okna na klatce schodowej. A gdy dziecko sprawiało problemy – była to tylko wina niegrzecznego gówniarza, który matki i jej krwawicy nie szanuje. Nie twierdzę, że brak świadomości wpływu postępowania rodziców na zachowanie dziecka był pozytywem tamtych czasów, ale miał jedną zasadniczą zaletę – ograniczał rodzicielską frustrację. Dzisiaj w matkę niemal od momentu poczęcia dziecka wtłaczane są wyrzuty sumienia. Nie jest ważne jak postępuje – otoczenie zawsze pokaże jej, że wszystko może robić lepiej. Dzisiejsza matka czuje się winna za każde niewyraźnie wypowiedziane przez jej dziecko słowo, za każdą krostkę i za każdy szczegół, którym jej dziecko różni się od obrazu dziecka idealnego. Taka matka jest niezwykle podatna na wszelkie działania marketingowe, tym bardziej te stosowane przy sprzedaży produktów, które bez wysiłku mają w cudowny sposób naprawić jej nieidealnego bobasa. Działania, które wykorzystują nasz podstawowy instynkt przetrwania gatunku, czyli nic innego, jak chęć zapewnienia swojemu potomstwu jak najlepszych warunków życiowych. I założę się, że istnieje masa ludzi, którzy dają się na to nabierać.

Poza tym zastanówcie się, co to za metoda wychowawcza? Poprzez podawanie dzieciom tego typu środków uczymy je, że na każdy kłopot znajdzie się magiczna pigułka. Po co uprawiać sport, po co zdrowo komponować dietę? Po co się uczyć? Złe wyniki w nauce to wina braku koncentracji, a tej przypadłości pozbędziemy się za pomocą musujących tabletek „sesja”. Nie działa? Ojej… to znaczy ciężki z nas przypadek.

I jeszcze najgorsze zagrożenie – uzależnienie od leków. Podawanie dzieciom syropków, tableteczek i pigułek to świetna droga do zapewnienia im takiej przyszłości. A na uzależnienie od leków, Drodzy Państwo, często się umiera. Niestety z własnej woli wychowamy pokolenie ćpunów.

Uważam, że brak zakazu reklamy suplementów diety i lekarstw jest zwyczajnie skandaliczny!
PS. pamiętacie, co działo się Colinowi z „Tajemniczego Ogrodu”?