Trochę przemyśleń o szczepionkach i zdrowiu wg koncernów.

Od czasu ogłoszenia przez WHO czyli Światową Organizację Chorób i Depopulacji pandemii świńskiej grypy, zacząłem widzieć, że to co serwują nam media związane z koncernami farmaceutycznymi jest jednym wielkim oszustwem. Wcześniej wierzyłem, że lekarze mają na celu dobro pacjenta i chcą mu pomóc w uwolnieniu się od choroby która go dotknęła. Jednak gdy w niezależnych mediach do których dotarłem, zaczęło być głośno o wielkim przekręcie z tą szczepionką związanym, uświadomiłem sobie, że to co nam się podaje przez oficjalne strony internetowe, radio i telewizję, jest bardzo odbiegające od prawdy. Większość tzw. lekarzy jest mniej lub bardziej związanych z Big Farmą. Patrząc i analizując to co dzieje się w medycynie, dochodzę do wniosku (zresztą czyni tak wielu ludzi na świecie), że kwestia wyleczenia jest tu najmniej istotna, o prawidłowej profilaktyce nie wspominając. Aplikowanie poprzez wstrzykiwanie podskórne bądź dożylne, sztucznie wyprodukowanych związków chemicznych zawartych w szczepionkach, pomijając naturalną barierę odpornościową jaką jest przewód pokarmowy jest po prostu nieodpowiedzialnym eksperymentem przeprowadzanym masowo na ludziach. Jakiś czas temu przeczytałem wiadomość, że nie można przeprowadzać eksperymentów medycznych na noworodkach i dzieciach. W jaki więc sposób, wiedząc że każdy organizm reaguje w nieco inny sposób na substancje do niego wprowadzone, koncerny zdołały opracować ponoć bezpieczne szczepionki dla każdego noworodka i dziecka? Tłumaczenie, że przeprowadzano eksperymenty na zwierzętach wcale mnie nie przekonuje. Mimo podobieństw, organizmy różnia się i to czasem bardzo znacznie. Każdy nowonarodzony organizm nie ma jeszcze wykształconego systemu odpornościowego uczy się, przyswajając wiadomości o szkodliwych patogenach znajdujących się w środowisku, przyjmując je wraz z mlekiem matki. Gdy mleko matki nie zawiera odpowiednich informacji dla dziecka, to ono zaczyna chorować. Szczepionki jak wiadomo nie chronią przez całe życie, w odróżnieniu od przebytej jednorazowo choroby (świnka, różyczka, odra itd) i podobno potrzebne są w tym celu dawki przypominające. Przecież z logicznego punktu widzenia jest to zupełny bezsens. Jednak gdy się spojrzy z biznesowego punktu widzenia, to widać celowe działanie. Powtarzanie dawek niesie za sobą koszty, które ponosi bądź budżet państwa, bądź osoby prywatne. A jeśli weźmie się pod uwagę, że koncerny są całkowicie zwolnione z odpowiedzialności za skutki uboczne (to podatnicy płacą odszkodowania), spowodowane przez ich wątpliwej jakości produkty (dotyczy to całej produkcji a nie tylko szczepionek), to wniosek nasuwa się oczywisty.

Jakie faktyczne działanie mają szczepionki możemy się tylko domyślać, choć badania niezależnych lekarzy i naukowców nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Pochodne rtęci i aluminium są wysoce szkodliwe i w wielu przypadkach prowadzą do poważnych zaburzeń zdrowotnych a nawet śmierci. A tłumaczenie, że dzieci których rodzice przejrzeli na oczy i nie poddali ich przymusowi szczepień (ciekawe, że tylko w krajach Europy Wschodniej) są zagrożeniem dla całej populacji jest równie śmieszne co żałosne. Jeśli podobno cudowne szczepionki chronią od wszelakich chorób, to czego obawiają się sprzedajni lekarze i rodzice ogłupieni przez media? Przecież ludzie zaszczepieni nie powinni już chorować. A jednak. Wychodzi więc na to, że szczepionki są do niczego bo można się zarazić od kogoś nieszczepionego a informacje które serwuje się lemingom, są bezczelnym kłamstwem, mającym na celu wytworzenie atmosfery strachu.

Koncerny farmaceutyczne są w pierwszej dziesiątce najbardziej dochodowych firm na świecie. Gdyby przestano wymyślać różne choroby na co ma się już wyprodukowane lekarstwo, po pewnym czasie pewnie by upadły, gdyż tak naprawdę nie mają one zbyt wiele konkretnego do zaoferowania. Od początku zajmują się usuwaniem skutków a nie eliminowaniem przyczyn schorzenia. A znając wpojoną ludzką skłoność do bycia pięknym, zdrowym i młodym, mają szerokie pole do działania. Jeszcze 30 lat temu w 100-tysięcznym mieście były trzy-cztery apteki plus sklep Herbapolu. Dziś aptek jest koło 30 a Herbapolu już nie ma. Jest tylko jeden niewielki, prywatny punkt z ziołami i zdrową żywnością.

Dziś w radio i telewizji, lwią część czasu antenowego zajmują reklamy różnych farmaceutyków. Abyś był zdrowy, piękny i żył bezproblemowo. W połączeniu z reklamami śmieciowego, powodującego choroby jedzenia, mamy pełny obraz tego, o co walczą ponadnarodowe korporacje. Najpierw wydawaj bardzo ciężko zarobione pieniądze na produkty które pozbawią Cię zdrowia a potem kupując chemiczne lekarstwa kontynuuj to na usuwanie skutów wcześniejszych decyzji. Tylko ani jedno, ani drugie nie pozwoli ci cieszyć się zdrowiem ani długim życiem. Będziesz do końca krótkiego życia niewolnikiem jedzenia nafaszerowanego chemią i tabletek równie jak te pokarmy szkodliwe. Twoje życie – Twój wybór. Tylko nie miej później pretensji do całego świata, że chorujesz i wizja zdrowia jest równie odległa jak wycieczka na Marsa.

Reklamy

ZNIEWALANIE WOLNYM HANDLEM

Dziękuję za tekst autorowi ze strony http://jagiellonski24.pl/2015/03/24/zniewalanie-wolnym-handlem/

Zadziwiające jest, że sprawa negocjowanej właśnie transatlantyckiej umowy o wolnym handlu UE-USA, zwanej w skrócie TTIP, przechodzi na prawicy niemal bez echa. Środowiska, które rysy na suwerenności potrafią dostrzec nawet w nazwach ulic, są zupełnie ślepe na zagrożenia jakie niesie dla niej dyktat zagranicznych korporacji. Jak widać polska rzekomo niepodległościowa prawica jest w stanie przełknąć każde zniewolenie, byle tylko zapakować je w ładną paczkę, nakleić na nią znaczek ze Stanów i nazwać wolnym rynkiem.

Podczas gdy polscy prawicowcy wciąż zajęci są ściganiem i obalaniem komuny, korporacyjni lobbyści przy stole negocjacyjnym spokojnie robią swoje, zapewne zadowoleni, że ci, którzy powinni się najbardziej rzucać, zabrali swoje rzeczy i przenieśli się na plac zabaw. Zresztą przykład idzie z góry – prawicowy kandydat na prezydenta Andrzej Duda zapytany o TTIP przez znaną dziennikarkę odpowiada, uwaga, że należy… współpracować z USA. Zaiste, głęboka przenikliwość. Od razu widać, że czołowi polscy politycy pierdołami się nie zajmują. Jak tak dalej pójdzie, to rzeczywiście nasi przedstawiciele nie będą mieli już wpływu na nic innego, jak tylko na nazywanie ulic, parków i skwerów oraz nadawanie honorowego obywatelstwa. Całą resztą zajmą się podmioty zagraniczne, zresztą niekoniecznie prywatne – w końcu polską specjalnością stało się „prywatyzowanie” przedsiębiorstw poprzez sprzedaż ich zachodnim spółkom państwowym (vide sektor telekomunikacyjny).

Pomimo że o TTIP wiadomo niewiele, jedno wiadomo niemal na pewno – umowa ta wprowadzi mechanizm, za pomocą którego przedsiębiorstwa będą mogły pozywać państwa przed trybunały arbitrażowe (ISDS), np. w sytuacjach, gdy krajowe legislatury wprowadzą przepisy, które ograniczą im zyski.

Inaczej mówiąc, gdyby przypadkiem tubylcom znad Wisły zechciało się podnieść oskładkowanie umów cywilnoprawnych, zawsze będzie można ich postraszyć procesem. Nie tak dawno francuski koncern Veolia pozwał Egipt za to, że ten podniósł płacę minimalną, przez co wzrosły koszty pracy. A przecież nie po to się inwestuje grube miliardy w dalekiej Afryce, żeby potem jeszcze godnie płacić roszczeniowym Arabom. Podobnych sytuacji w niedalekiej przeszłości było mnóstwo. Gdy paliwowy Occidental zaczął łamać miejscowe prawo, Ekwador odebrał mu koncesje na wydobycie ropy w tym kraju. Za ten niecny czyn został przez koncern pozwany. Przegrał – musi wypłacić Occidentalowi ponad 2 miliardy dolarów. Philip Morris natomiast pozwał Urugwaj za to, że ten zaczął wprowadzać przepisy antynikotynowe. Jak widać mechanizm ISDS otwiera przed firmami niemal nieskończone możliwości wpływania na krajowe przepisy. Przecież w wielu przypadkach sama groźba procesowania się już może skutecznie zniechęcić decydentów do wprowadzania ustaw propracowniczych lub chroniących krajowych producentów. Po pierwsze, wynik arbitrażu może być różny, a po drugie i tak trzeba będzie ponieść całkiem spore koszty, które przy ISDS przeciętnie wynoszą 8 mln dol., płynąc szerokim strumieniem z kieszeni podatników do portfeli kasty prawników specjalizujących się w prawie międzynarodowym. No więc po co się narażać? Lepiej lwa nie drażnić – elektoratowi można przecież wcisnąć kilka głodnych kawałków o wymogach współczesnej gospodarki, wolności gospodarczej i tym podobnych. Ewentualnie zawsze jeszcze można przypomnieć tym szczególnie namolnym, że w pewnej nadmorskiej gminie ostała się ulica Hanki Sawickiej.

W związku z ekspansją wolnego handlu i kolejnymi umowami handlowymi, w których ISDS jest zawarty, liczba spraw przed trybunałami arbitrażowymi zaczęła rosnąć błyskawicznie. Nic dziwnego, firmy z całego świata zaczęły ochoczo korzystać z tego znakomitego dla nich narzędzia. Od 2000 roku liczba takich spraw wzrosła… 10-krotnie. A rok 2012 był pod tym względem rekordowy. Australijczycy pewnie nawet nie podejrzewali, że z pozoru niewinna umowa handlowa z Hong-Kongiem skończy się dla nich pozwem od Philipa Morrisa, który właśnie na tą umowę się powołał, gdy nie spodobało mu się antynikotynowe prawo z Antypodów.

Teza mówiąca, że wolny handel przynosi zyski i ożywienie gospodarcze, ma w sobie mniej więcej tyle samo prawdy, co twierdzenie, że Liga Mistrzów przynosi duże zyski europejskim klubom. Owszem przynosi, ale na przykład na pewno nie polskim. Gdy jeden z naszych klubów zaczął w końcu po latach nieśmiało pukać do drzwi Champions League, to okazało się, że na ostatnie kilka minut, gdy mecz już był jednoznacznie rozstrzygnięty, wszedł nieuprawniony zawodnik, więc dalszą okazję do zarabiania dostała wyraźnie gorsza drużyna ze Szkocji, która pieniędzy ma dużo więcej niż mistrz naszego kraju. I tak jak w Lidze Mistrzów naprawdę duże pieniądze zarabiają ci, którzy mają ich już krocie, tak na wolnym handlu zyski zgarniają głównie ci, którym i tak już się przelewa. A im ktoś bogatszy, tym na wolnym handlu lub grze w Lidze Mistrzów zgarnia większą kasę. Jasne, zdarzają się niespodzianki, ale umówmy się – raczej potwierdzają regułę. Wystarczy zerknąć na efekty, jakie umowy handlowe przyniosły krajom słabszym gospodarczo, wśród których „brylują” państwa Ameryki Łacińskiej, szczególnie podatne na wolnorynkową ideologię i recepty konsensusu waszyngtońskiego. Decydenci meksykańscy pewnie plują sobie w brodę w związku z tym, że podpisali Północnoamerykański Układ o Wolnym Handlu (NAFTA).

Gdy wielkie farmy z USA wpadły na meksykański rynek, momentalnie przejechały się po tamtejszych gospodarstwach rolnych niczym walec. W samym meksykańskim rolnictwie zniknęło aż bagatela 1,6 miliona miejsc pracy. Kolejne 600 tysięcy ubyło tam w stosunkowo dobrze płatnym przemyśle.

Mając na względzie fakt, że nasze rolnictwo jest również dosyć rozdrobnione, możemy się jedynie domyślać potencjału zniszczeń, jakie może przynieść temu sektorowi naszej gospodarki TTIP.

Co ciekawe i wielce znamienne, obecnie głównymi orędownikami wolnego handlu są kraje najbardziej zamożne, które w przeszłości, gdy ich gospodarki dopiero się rozwijały, broniły się przed wolnym handlem praktykami tak protekcjonistycznymi, że z naszego punktu widzenia jawią się wręcz jako absurdalne. Gdy swego czasu chiński przemysł bawełniany zaczął zagrażać brytyjskim producentom wełny, po prostu wprowadzono na Wyspach… zakaz noszenia bawełnianych koszul. Mniej więcej w tym samym okresie ustanowiono przepisy, według których towary importowane spoza Europy mogły być przywożone na terytorium Wielkiej Brytanii jedynie na brytyjskich statkach. Statki pływające pod zagraniczną banderą mogły zapomnieć, że zawiną do jakiegokolwiek brytyjskiego portu (łącznie z koloniami) z importowanym towarem dajmy na to z Ameryki Południowej. XIX-wieczny prezydent USA Andrew Jackson, dziś uznawany przez niektórych za „ojca wolnorynkowego kapitalizmu”, cofnął licencję pewnego banku, gdyż… 30 proc. udziałów mieli w nim zagraniczni inwestorzy. Tymczasem dziś fakt, że ok. 60 proc. całego naszego sektora bankowego jest w rękach zagranicznych nikogo specjalnie nawet nie dziwi. Kolejny amerykański prezydent Ulysses Grant w obliczu nacisków na zniesienie barier handlowych, wnoszonych notabene ze strony wyżej opisanej Wielkiej Brytanii, łaskawie obiecał, że USA otworzą się na wolny handel w ciągu najbliższych… 200 lat.

Dziś zarówno USA, jak i Wielka Brytania pouczają biedniejsze od nich kraje jak opłacalny jest wolny handel. Nic dziwnego, dla nich opłacalny będzie na pewno. Silne zachodnie firmy dysponujące przewagą kapitału i organizacji pracy, z łatwością zmiażdżą krajową konkurencję podporządkowując sobie całe sektory gospodarki, tak chociażby jak meksykańskie rolnictwo. Dodatkowo zawsze mogą wyłożyć trochę dolarów na lokalnych pożytecznych idiotów z rozmaitych instytutów lub fundacji, którzy jadąc na pasku kolonizatorów upowszechniać będą idiotyczne wolnorynkowe idee. Tylko, że gdy gospodarki silnych ekonomicznie krajów same były na wczesnym etapie rozwoju, roztoczony miały nad sobą parasol ochronny doktryny „przemysłów raczkujących”, co pozwoliło im spokojnie wzrastać. Teraz tego spokojnego wzrostu innym odmawiają, wmawiając im jeszcze, że czynią to dla ich dobra.

Na 130 oficjalnych spotkań, jakie odbyła Komisja Europejska w związku z TTIP, aż 119 było spotkaniami z lobbystami koncernów. Wystarczy zerknąć na te dane, żeby przekonać się w czyim interesie będzie podpisanie transatlantyckiej umowy handlowej.

KE zorganizowała również ogromne konsultacje społeczne, w których udział wzięło aż 150 tysięcy Europejczyków. Sprzeciw wobec różnym proponowanym rozwiązaniom w TTIP wyraziło… 97 proc. z nich. Na nic jednak się to zda – pani komisarz ds. handlu Cecilia Malmstrom już zapowiedziała, że wynik konsultacji w żaden sposób nie wiąże Komisji. Polskich decydentów pewnie to nawet nie dziwi – w końcu oni mają spore doświadczenie chociażby w wyrzucaniu do kosza obywatelskich projektów ustaw podpisanych czasem przez miliony Polaków, nawet bez jednego czytania w Sejmie. Gdy jeszcze weźmiemy pod uwagę niezwykłą tajność, jaka rozciąga się nad negocjacjami, to musimy jednoznacznie stwierdzić, że TTIP to kpiny z demokracji i suwerenności państw członkowskich. A najlepsze jest to, że sami to sobie z uśmiechem na ustach zafundujemy.

Spodobał Ci się ten artykuł? Przekaż nam choćby symboliczną darowiznę w wysokości 4 złotych. To mniej, niż kosztuje najtańszy z tygodników opinii, a nasze teksty możesz czytać bez żadnych limitów i ograniczeń.

Klub Jagielloński

Nr konta: 32 2130 0004 2001 0404 9144 0004
W tytule: „darowizna na cele statutowe: jagiellonski24”
Dziękujemy!

BARDZO SPECYFICZNY WOLONTARIAT

„Wzywam wszystkich nowych imigrantów w szeregi izraelskiej Hasbary, by wsparli poprawę wizerunku kraju na świecie” – tymi słowami dyrektor generalny izraelskiego Ministerstwa Absorpcji Imigrantów, Erez Halfon, zachęcał kilka lat temu do ochotniczej walki za Izrael. Na czym ta walka miała polegać? Ochotnicy mieli być kierowani do konkretnych (problematycznych) witryn w celu „walki z antysyjonizmem”.

alejajaJak mieli walczyć? Klawiaturą, komentarzem i odpowiednimi technikami manipulacyjnymi o których będzie mowa. W tym miejscu rozczaruję miłośników teorii spiskowych. Omawiane dzisiaj zagadnienie nie jest ani tajne, ani rzekome. Jest zupełnie jawne. Minister Absorpcji Imigrantów, Eli Aflafo, stwierdził, że: „W ostatnich latach ministerstwo zainwestowało sporo środków w rozwój działalności w cyberprzestrzeni, rozumiejąc że Internet jest kluczem do przyszłości. Postanowiliśmy odpowiedzieć na wyzwanie i spróbować stworzyć zasób komentatorów, którzy w różnych językach będą w stanie polepszyć PR Izraela w przestrzeni wirtualnej i odpowiedzieć siejącym nienawiść wrogom Izraela”. Także to nie spisek, a zaplanowane uderzenie propagandowe, bardzo słabo u nas znane.
Wyjaśnienie
Hasbara (הסברה‎) oznacza po hebrajsku „wyjaśnienie” i jest pojęciem, którego nie znajdziemy w polskojęzycznej Wikipedii (http://pl.wikipedia.org/w/index.php?search=hasbara&title=Specjalna%3ASzukaj&go=Przejd%C5%BA) W wersji angielskiej hasło to jest obecne i to całkiem obszernie opisane (http://en.wikipedia.org/wiki/Public_diplomacy_%28Israel%29). Obszernie jednak nie zawsze znaczy wyczerpująco i właściwie. Dlaczego rzekomo „wszystkowiedząca” polskojęzyczna encyklopedia takiego hasła nie zawiera, tego nie wiadomo, można się jedynie domyślać. Tyle tylko, że trzeba chcieć. Angielska wersja uchyla rąbka tajemnicy i tłumaczy nam, że Hasbara to „publiczna dyplomacja w Izraelu”, która już od lat 70. XX wieku zajmuje się, między innymi, budowaniem pozytywnego wizerunku za granicą. Nas jednak bardziej zainteresuje współczesna Hasbara w wydaniu internetowym, dla której miejscem działania są wszelkiego rodzaju strony, blogi, fora, na których można sobie popisać komentarze. Przedstawione poniżej zasady Hasbary pochodzą z podręcznika dla „hasbarytów”, zaś „typologia hasbarytów”, z portalu Polska Myśl Narodowa. Korzystałem także z różnych internetowych forów.
Siedem podstawowych zasad propagandy
1. Name Calling (negatywne nazewnictwo) – próba trwałego przypisania jakiejś osobie lub idei negatywnego symbolu czy atrybutu. Najważniejsze jest powtarzanie dokładnie tych samych słów (np. przymiotników) w odniesieniu do konkretnych celów. Przykład z naszego podwórka: patriota = faszysta, neonazista, nazista, antysemita, kibol etc.
2. Glittering Generality (lśniący ogólnik) – polegająca na trwałym łączeniu opisu działań z pojęciami cenionymi powszechnie (np. „wolność”, „cywilizacja”, „demokracja”, „nauka”, „równość” itd.). Przypomina się też techniki zwalczania „lśniącego ogólnika”, gdyby stosował go przeciwnik. Np. „demokratyczny Izrael”, „zachodnia cywilizacja Izraela”, „palestyńscy terroryści”.
3. Transfer (przeniesienie) – przypisanie prestiżu jakiegoś autorytetu bądź idei czemuś innemu (nam – jeśli jest pozytywny, przeciwnikom – jeśli negatywny).
4. Testimonial (świadectwo szacunku) – wciąganie (najczęściej cytowanie) popularnych gwiazd czy osobistości (np. papieża) do publicznego poparcia odpowiedniego stanowiska. Cytaty nie muszą być rzetelne – mało kto je sprawdza.
5. Plain Folks (zwyczajni ludzie) – czyli prezentowanie jak największej ilości odpowiednich poglądów jako ogólnie przyjętych, wychodzących prosto „z uczciwego ludu” nie mającego niby nic wspólnego z Żydami. Mówca zdaje się być „swojakiem”, kimś zupełnie takim jak my.
6. Fear (strach) – metoda „albo mnie nie posłuchacie, albo stanie się coś strasznego”.Grożenie, np. prokuraturą, pobiciem itp. Podaje się też przykłady technik, które mogą rozbroić tę metodę, jeśli jest stosowana przez przeciwnika.
7. Bandwagon (efekt śnieżnej kuli) – bazuje na tym, że ludzie nie mający własnego zdania chętniej podłączają się pod większość. Ludzie są szczęśliwi będąc w grupie „myślących tak samo jak oni” i przy tej okazji są bardzo podatni na subtelną manipulację. Mówiąc krótko, przestają myśleć samodzielnie.
Typologia „hasbarytów”
Powyższe zasady przekładają się na różne ich w praktyce wykorzystywanie. Osoba zajmująca się tematem naświetliła trzy rodzaje „hasbarytów” występujących w polskim internecie (wytłuszczenie moje):
1. Miły „wyjaśniacz”, wie, że jest bardzo mądry i ma olbrzymią wiedzę, więc chętnie oświeci tego głuptaska, który błądzi. Dowiemy się np. że całą ziemię od Arabów żydowscy osadnicy kupili, zaś odkupione uczciwie pustynie zamienili w kwitnący raj.
2. Bardzo agresywny „obwiniacz” – ma pewną wyrywkową wiedzę historyczną, agresywnym wypominaniem, najczęściej zmyślonych, przewin Polaków w czasie okupacji dokonuje dwóch rzeczy – zamienia temat dyskusji z obrony Izraela na obronę Polaków i próbuje wywołać w Polakach poczucie winy (ten sam chwyt, co w przypadku Jedwabnego). Osoby pozbawione wiedzy historycznej, pozwalającej obronić się przed takimi zarzutami najprawdopodobniej ulegną opisanej argumentacji. (!)
3. Rzecznik pojednania. Osoba tego typu stara się przedstawiać wybiórczo epizody w historii Polski, kiedy jakaś grupka Żydów działała w interesie narodu polskiego (ignorując zupełnie liczebność tej frakcji i działalność znacznie większych frakcji Żydów wcześniej bądź później).
Bądź czujny!
Tak pokrótce przedstawia się sprawa tajemniczej Hasbary. W celu pogłębienia swojej wiedzy proponuję zapoznać się z materiałami znajdującymi się pod poniższymi odnośnikami:
https://myslnarodowa.wordpress.com/2012/04/25/hasbara-w-polskim-internecie-definicja-metody-organizacja-wikipedia/
Ciekawy artykuł, w którym znajduje się definicja interesującego nas zagadnienia, tłumaczenie pojęcia Hasbara z angielskiej Wikipedii, oraz rodzaje „hasbarytów” wykorzystane przeze mnie w tekście.
https://myslnarodowa.wordpress.com/2012/01/22/metody-psychomanipulacji-stosowane-przez-hasbare/
Więcej informacji na temat zasad Hasbary.
http://www.middle-east-info.org/take/wujshasbara.pdf
Podręcznik Hasbary w języku angielskim.
Myślę, że jest to temat wart głębszego poznania, ponieważ przedstawione techniki manipulacyjne nie odnoszą się tylko do świata wirtualnego. Są stosowane w mediach, w pracy i w życiu codziennym. Jeżeli nie zapoznamy się z działaniem tej specyficznej propagandy, łatwo możemy paść jej ofiarą, a co więcej tracąc czujność możemy stać się nieświadomymi „hasbarytami”. Czy jak ktoś woli – pożytecznymi idiotami.
Politycznie Niepoprawny B, fot. demotywatory.pl

Człowiek mądry umie uczyć się od wrogów.
Arystofanes

Źródło: http://fanatik.ogicom.pl/?p=3936

Ten kto pije alkohol (tzn.mocz bakterii) następnego dnia sika własnym mózgiem – prof. Żdanow

Jest to transkrypcja 20-to minutowego wykładu prof. Żdanowa o szkodliwości alkoholu z małymi technicznymi poprawkami, by uczynić tekst bardziej przejrzystym i zrozumiałym. Przygotowałem ją specjalnie dla tych, którzy z braku czasu (bądź też innych powodów) nie mogą go obejrzeć. Z pewnością też przeczyta się go znacznie szybciej niż wysłucha, a słowo pisane często też zapadają w pamięci znacznie szybciej niż wykłady. Wykład można obejrzeć pod linkiem  https://www.youtube.com/watch?v=d-CARkS0zKY

Ludzie dawno temu nauczyli się uzyskiwać alkohol w taki oto oryginalny sposób. Brano naczynie i nalewano do niego sok winogronowy. Jest to wodny roztwór witamin, cukrów i enzymów, nawiasem mówiąc bardzo pożytecznych dla człowieka i zaszczepiano do tego soku winogronowego bakterie drożdżowe. A drożdże uwielbiają cukier i widać to pod mikroskopem. Oto bakteria, tu ma oko, tu otwór gębowy i zjada cukier a z tyłu, spod ogona wydobywa się spirytus etylowy, właśnie C2H5OH. W ten sposób widać, że jest to nie co innego jak mocz bakterii drożdżowych. Naukowo nosi to nazwę: ekstrementy. I właśnie te bakterie pożerają cukier i wydzielają mocz a gdy koncentracja moczu w beczce osiąga 11% to one, jak każdy żywy organizm, we własnych odchodach topią się i obumierają. Jeśli ten napój wlewa się od razu do butelek to nazywa się on „wino wytrawne pospolite”. Proszę bardzo – na wszystkich rogach tu w Rostowie jest ono sprzedawane. A jeśli jest leżakowane 2 lata i odcedzają trupy bakterii i zlewają tylko ten mocz z resztkami soku to ten napój nazywa się „wino wytrawne markowe” i kosztuje 2 razy drożej, są na nim znaki jakości i kupowane jest dużo chętniej. Bardzo wielu ludzi, a zwłaszcza młode kobiety i dziewczęta lubią szampana. Ale jak się robi szampana tego już nie wiedzą. A ja wiem i również z przyjemnością wam opowiem. Specjalnie jeździłem na wycieczki do wytwórni (pada nazwa). Jest to gatunek szampana rosyjskiego w rejonie Krasnodarskim. Produkują go w następujący oryginalny sposób. Biorą specjalną zieloną butelkę z grubego szkła i wlewają do niej mieszankę soków winogronowych pięciu różnych rodzajów, przy czy w zależności od ich proporcji otrzymujemy szampan wytrawny, półwytrawny, półsłodki, słodki i brut, czyli 5 gatunków. Zalewają sok, mieszają drożdże i na określony czas zamykają butelkę specjalnym drewnianym korkiem. U nich w górach są wykopane długie sztolnie a w ich ścianach wywiercone są otwory na butelki. I nową partię się tam wwozi, umieszcza w tych otworach a sztolnię zamyka i opieczętowuje. Przez okrągły rok temperatura w sztolni wynosi +14 stopni. Ani zimą ani latem nie zmienia się. I 2 lata w pełnej ciemności i spokoju te bakterie przemieniają cukier na tenże sam „eliksir”. I kiedy po dwóch latach proces ma się ku końcowi i czas zakończyć dzieło, otwierają tę sztolnię i włączają silny reflektor wpuszczając bardzo ostre światło. Z powodu zaskoczenia i ze strachu te bakterie dostają biegunki. I z powodu tegoż strachu oraz rozwolnienia zdychają. Ale zanim się to stanie, one jeszcze ze strachu gazują i nawpuszczają gazów do tej butelki. A dlaczego pijacy najbardziej lubią, cenią sobie właśnie te gazy? Kiedy on, alkoholik, łyknie sobie szampana, jak one uderzą mu do nosa, to jemu to się najbardziej podoba. Te bakterie mogą przerabiać na alkohol nie tylko cukier. Dowolną materię organiczną. I tak na przykład w zakładach drzewnych przerabia się w ten sposób trociny. Zamacza się trociny, zaszczepia drożdże, a one nie mając nic innego do jedzenia jedzą trociny. Wydalają mocz, smród jest straszny w tych fabrykach. Wysocki kiał nawet taką pieśń: Jeśli wódkę pędzić z trocin, to ile by tam tego było? 3.4 lub 5 butelek. Tak więc ta hydrolizowana wódka, hydrolizowany spirytus otrzymują z drewnianych trocin. Te bakterie potrafią przemienić i czynią to zmieniając w alkohol nawet – wybaczcie proszę – ludzki kał. Ja pochodzę ze wsi, z regionu Ałtaju. I bywa, że potrafią zrobić taki kawał. Jakiemuś złemu gospodarzowi do letniej toalety pół kilograma drożdży podrzucają. No i zaczyna się reakcja. I z gazami, i z pianą, i z zapachem. Jak przechodzisz obok toalety to zalatuje od niej na zmianę kwaśnym, półsłodkim i jeszcze innym. A Wam szanowni młodzi ludzie – jeśli kiedyś nie daj Boże, tym bardziej gdy zapamiętacie sobie tę bakterię, jeśli nie daj Boże kiedykolwiek trafi w wasze ręce kieliszek tegoż szampana i uderzą Wam w nos te gazy to teraz już na pewno przypomnicie sobie, że jest to pożegnalny gest od obumierających bakterii. One ze strachu, przed śmiercią nawpuszczały tutaj bąków by i dla Was coś zostało na ten uroczysty dzień.

Nie ma w organizmie ludzkim ani jednego organu, który nie byłby niszczony alkoholową trucizną. Najsilniejsze zmiany jako pierwsze następują w mózgu. A to dlatego, że właśnie tutaj ta trucizna ma zwyczaj się gromadzić. Kufel piwa, szklanka wina zostaje wypita i wchłania się do organizmu. Spirytus dostaje się do krwi i krwioobiegiem trafia do mózgu i u człowieka zaczyna się proces intensywnej destrukcji kory mózgowej. Mechanizm tego zniszczenia jest od dawna znany. Mechanizm jest bardzo prosty. W 1961 roku trzej amerykańscy uczeni fizycy (nazwiska) siedzieli spoglądając przez specjalny bardzo czuły mikroskop w ludzkie oko. Poprzez źrenicę zaglądali do małych naczyń krwionośnych siatkówki, z boku dali podświetlenie i pierwszy raz w historii nauki udało się fizykom zajrzeć do wnętrza naczyń krwionośnych człowieka i zobaczyć jak wewnątrz płynie krew. Co takiego fizycy ujrzeli? Zobaczyli ścianki naczynia krwionośnego, czerwone krwinki i białe ciałka krwi. Wszystko to płynęło, wszystko filmowali. Któregoś poniedziałku posadzili kolejnego z pacjentów, zajrzeli mu do oka i westchnęli ze zdumienia. U człowieka we krwi pływały skrzepy, grudki, zlepki czerwonych erytrocytów-czerwonych ciałek krwi. Przy czym w tych skrzepach naliczyli oni po 5, 10, 40 i 400 do tysiąca sztuk. Nazwali je bardzo wymownie „winne grona”. Fizycy się przestraszyli a człowiek siedzi jakby nigdy nic. U drugiego, trzeciego normalnie a u czwartego znowu skrzepy. Zaczęli wyjaśniać i wyjaśnili. Tych dwóch piło wieczorem. Tutaj fizycy dokonali barbarzyńskiego eksperymentu. Trzeźwemu człowiekowi, u którego wszystko było w porządku dali kufel piwa a on je wypił. Po 15 minutach we krwi jeszcze niedawno trzeźwego człowieka popłynęły alkoholowe zlepki erytrocytów. Fizycy podsumowali, że dokonali wielkiego odkrycia naukowego. Udowodnili wprost, że nie tylko w probówce alkohol ścina krew. To jest wiadome. Do probówki z krwią wkrapla się wódkę-raz wstrząsnąć i gotowe. Okazuje się, że w naczyniach krwionośnych alkohol robi to samo. Ale na wszelki wypadek fizycy zajrzeli do literatury medycznej i ze zdumieniem odkryli, że medycyna od 300 lat diagnozuje alkohol jako narkotyczną, protoplazmatyczną truciznę. Trafiając do krwi uszkadza on erytrocyty. Zdejmuje on z erytrocytów słaby ładunek ujemny. One zamiast się odpychać zaczynają się zlepiać. O ile dla dużych naczyń w ręce czy nodze taki zlepek być może nie przedstawia większego niebezpieczeństwa, jednak u ludzi, którzy przez długie lata używają alkoholu występuje charakterystyczny kolor twarzy i nosa. W ludzkim organizmie jest wiele drobnych naczyń krwionośnych które się rozwidlają. I gdy do miejsca rozwidlenia naczyń podpływa alkoholowa zlepiona grudka erytrocytów to ona go zatyka. Naczynie pęcznieje obumiera. I nos przybiera taki kolor sino-fioletowy. Czasem u alkoholików można zobaczyć siateczkę martwych naczynek na twarzy. Zwróćcie uwagę. Ale w głowie u wszystkich, w tym u dzieci, które ktoś dla zabawy truje alkoholem sytuacja przebiega dokładnie tak samo. Mózg ludzki zbudowany jest z 15 miliardów komórek nerwowych-neuronów. I każda komórka nerwowa-neuron -oznacza się ją umownie jako trójkąt z kropką – każdą tę nerwową komórkę zasila krwią jej własne naczynie kapilarne. Mikro-kapilar jest tak cienki, że aby zasilić dany neuron, erytrocyty mogą przepływać tylko jednym rzędem. Tak więc gdy do podstawy naczynia włosowatego podpływa grudka alkoholowa sklejonych erytrocytów to go zamyka. Po upływie 7-9 minut kolejna komórka mózgu człowieka umiera na zawsze, bezpowrotnie ginie. Po każdym tak zwanym „umiarkowanym wypiciu” w głowie człowieka pojawia się kolejne cmentarzysko obumarłych komórek neuronowych. I gdy lekarze robią sekcję zwłok dowolnego – tzw „umiarkowanie pijącego” człowieka, który wpadł pod koła samochodu, jeśli otwierają czaszkę to u wszystkich widzą ten sam obrazek: marskość mózgu. Mózg ma mniejszą objętość a cała powierzchnia kory pokryta jest mikrobliznami, mikrowrzodami czy też zaburzeniami budowy. Wszystkie te części mózgu zniszczone przez alkohol. Kiedy lekarze otwierają alkoholików zmarłych z powodu zatrucia alkoholem, to zawsze zadziwia ich nie to jak jest zniszczony mózg lecz dziwią się jak on mógł żyć z takim mózgiem? Tak więc alkohol to najsilniejszy środek aby pozbawić człowieka rozumu. A jeśli zacznie pić jakiś naród – tak jak nasz naród zagnali do tej przepaści pijaństwa to oznacza odebranie rozumu całemu narodowi i zamienienie ludzi z myślących i twórczych, skierowanych prosto ku Bogu, w zwykłe dwunogie stado robocze mające jedną myśl: „aby do obiadu jakoś dogrzebać się tą łopatą” a po obiedzie napić się i zapomnieć. Dlaczego człowiek głupieje od alkoholu? Pytam nie bez przyczyny. Pijacy jak poeci powiadają: „jesteśmy w dobrym humorze, jesteśmy podchmieleni” nawymyślali takich słów. Ale my, trzeźwi ludzie widzimy, że człowiek po alkoholu najnaturalniej w świecie GŁUPIEJE! Przyszedł normalny człowiek wypił szklankę i już się przechyla, drugą szklankę przełknął, wstaje, zaczyna machać rękami, trzecia szklanka i dalej już nie pamięta. Albo z widelcem się rzuca albo upada. Co się wydarza? Dlaczego człowiek głupieje po alkoholu. Kiedy byłem mniej więcej tak młody jak wy dzisiaj, dopiero co skończyłem matematyczno-fizyczne liceum, zacząłem pierwszy rok uniwersytetu i wszystkich nas wieczorem zebrano razem. Wystąpił przed nami lektor ze stowarzyszenia dystrybucji alkoholu. Konkretny człowiek pod krawatem, całą godzinę czytał nam wykład co wolno a czego nie. Z czym mieszać, co wypada a co nie, kiedy i czym zakąszać, jak wznosić toasty i całą tą tak zwaną „kulturę spożywania” tego najbardziej niebezpiecznego na ziemi narkotyku alkoholowego, wykładał nam 17 letnim. Niestety wiele wiedzieliśmy już i bez niego. W naszej grupie wszystko poszło gładko. A do sąsiedniego akademika przyszedł młody propagator i te alkoholowe bzdury „wieszał im na uszy”. A jeden chłopak – mój ziomek z Rubcowki powiada: No ładnie ale lepiej niech pan nam objaśni „na palcach” dlaczego człowiek głupieje po alkoholu”. A ten się tak obruszył: „dlaczego tak grubiańsko”? zaraz tam głupieje. Oczywiście jeśli napije się on niekulturalnie bez „umiaru”. On na to: ja też tak naprawdę nie wiem ale mam taką myśl. Bywa że człowiek ma w głowie głupotę i gdy się napije alkoholu to głupota z niego wychodzi a gdy się wyspowiada to jest jej mniej bo już z niego wyszła. Pośmialiśmy się z jego naiwności ale co się tak naprawdę wydarza? Żadnej głupoty w ludzkiej głowie nie ma. Wszystko się dzieje banalnie prosto. Człowiek poprzez swoją niewiedzę wlewa w siebie substancję zawierającą alkohol. Piwo, wino, koniak, wódka, szampan. Wszystko to bez różnicy. Spirytus dostaje się do krwi, uszkadza i skleja erytrocyty. Te zlepki z krwioobiegiem trafiają do mózgu, zapychają komórki mózgowe. Komórki mózgowe dostają niedotlenienia. Komórki mózgowe zaczynają ginąć masowo. Normalna praca kory mózgowej jest zachwiana i dlatego człowiek głupieje. Przy czym proces ogłupienia alkoholowego u różnych ludzi przebiega inaczej. U jednych w pierwszej kolejności uszkadzana jest część tylna, system przedsionkowy – oni zaczynają się chwiać. U innych uszkodzeniu ulega centrum etyczne. O nich powiada się: „zrobił to bo był pijany, na trzeźwo by tego nigdy…”. No i wszystko jasne. Człowiek pod wpływem alkoholu staje się szalony. Jego komórki kontrolujące zachowanie, zabijane są przez alkohol. U trzeciej grupy ludzi uszkadzana jest pamięć. Medycyna zna tysiące przykładów, kiedy to gdy następnego dnia pijak nie pamięta gdzie był, z kim pił i co robił. U niego zamiast tych komórek, które powinny zapamiętać wczorajszy dzień jest blizna wielkości palca. Włodzimierz Wysocki mając 42 lata zmarł w wyniku alkoholowych, tytoniowych i narkotykowych zatruć. On ten problem znał lepiej niż my wszyscy razem wzięci. I w jednej z wcześniejszych pieśni napisał: „Ach gdzież ja byłem wczoraj, nie odnajdę za dnia, pomnę tylko tę ścianę za sobą” Wczoraj zabił wszystkie komórki a dwie cudem pozostały przy życiu i zapamiętały ściany i coś tam na niej. A co się dzieje z tymi zabitymi komórkami? Te komórki to tkanka ludzka. Temperatura pod czaszką 36 stopni. Te komórki zaczynają gnić i rozkładać się. I te gnijące komórki mózgowe są przyczyną bólu głowy podczas kaca pijackiego. Lecz żeby te gnijące komórki nie zatruły całego mózgu i nie zabiły człowieka, organizm specjalnie transportuje pod czaszkę dużą ilość płynów. Te płyny duszą kleszczami pijacką głowę po przepiciu, te płyny rozpuszczają martwe komórki i następnego dnia poprzez system moczowo-płciowy usuwa je do miejskiej kanalizacji. Dlatego – szanowna młodzieży – zapamiętajcie na całe życie ściśle naukowy aforyzm: Ten kto pije wino i piwo, ten następnego dnia sika własnym mózgiem. Aforyzm ten jest ściśle zgodny z nauką. A jeśli dużo piwa wypił to i dużo mózgu trafi do pisuaru. Jeśliś mało piwa wypił, wylejesz w toaletę mało mózgu. Ale wylejesz tak czy siak, gdyż taka właśnie jest narkotyczna natura tej trucizny alkoholowej. Jakie jeszcze istnieją mechanizmy destrukcji organizmu za pomocą alkoholu? Istnieje prosty mechanizm niszczenia komórek. Wszyscy wiecie, że spirytus etylowy-alkohol jest uniwersalnym rozpuszczalnikiem. W szczególności spirytus rozpuszcza tłuszcze. W technice jest to wykorzystywane do odtłuszczania powierzchni. Wszak osłonki ludzkich komórek są w całości zbudowane z molekuł tłuszczowych. I oto człowiek łyka napój zawierający alkohol – piwo, wino, wódkę – bez różnicy. Spirytus trafia do krwi, płynie z krwią i oto molekuła podpływa do molekuły tłuszczowej. Zachodzi działanie i wyrzucenie. Komórka zostaje uszkodzona. I właśnie przez to alkoholowe uszkodzenie wnętrza komórki, może do niej trafić zła ekologia. Chemia, szlaka, może też inna molekuła alkoholu trafić do wnętrza. A tu przecież jest jądro i chromosomy. W ostateczności alkohol może zabić daną komórkę zupełnie. Możecie powiedzieć: „A co tam mamy żałować? Mamy miliardy komórek i ja się z tym zgadzam. Nie trzeba żałować pojedynczej komórki, lecz są u człowieka komórki, które trzeba bardzo bardzo chronić. Są to komórki płciowe. Są to komórki z których mogą po zapłodnieniu rodzić dzieci. Jeśli – nie daj Boże – taką komórkę uszkadza alkohol, to rodzi się takie oto dziecko. Takie oto dziecko – debil. (zdjęcie ). Ono ma 16 lat. Specjalnie wybrałem dla starszych klas i pokazuję to w szkołach. Albo taki oto oligofren. Przy okazji: On ma też 16 lat choć wygląda na 5 a według rozwoju jest niżej roku. Albo taki o, z uszkodzonymi ustami i płatem nosowym. To także alkohol u rodziców, który odbił się na dziecku. Albo taki oto się urodził w Nowosybirsku. Ten dziwoląg ma uszy i usta. On słyszy. Boi się dźwięków. Jak klaśniesz w dłonie to się wzdraga ale nie ma nosa i oczu. A przy okazji: Oboje rodzice z wyższym wykształceniem. Pili kulturalnie na weselu i wydali na świat taki wybryk natury. Oczywiście oddali go na plecy państwa. Szczególnie straszny widok gdy alkohol uszkadza komórkę rozrodczą z której przypadkiem rodzi się bliźniak. I tak oto wszystkie te bliźnięta syjamskie to alkoholowe uszkodzenie zarodka bliźniąt. Skopiowałem z Wielkiej Encyklopedii Medycznej klasyczny przypadek bliźniąt syjamskich. Jest to istota mająca dwie główki, cztery rączki ale jedna pupa i dwie nóżki. A to stworzenie urodzone u nas w Nowosybirsku. Ma jedną główkę i dwie rączki ale za to dwie pupy i cztery nóżki. Moi studenci często mnie pytają: Panie Włodzimierzu. A ile można wypić by sobie nie zaszkodzić? Czy istnieje naukowo potwierdzona tak zwana bezpieczna dawka alkoholu? Tak więc mili moi to też zapamiętajcie na całe życie. Udowodniona naukowo bezpieczna dawka alkoholu dla ruskiego człowieka – podkreślam trzykrotnie – dla ruskiego człowieka (Słowianina – przyp. tłum.) Wynosi zero 0. Nie istnieje dla nas bezpieczna dawka alkoholu. Studenci mnie nękają dalej: Panie Włodzimierzu, no jak to? Dlaczego do tej pory nie przepili się Francuzi? Piją tysiące lat. Dlaczego nie zapili się Włosi. Dlaczego nie zapili się żydzi? Dlaczego nie spotkało to Gruzinów, Ormian, Mołdawian? Czyli tych co tę truciznę produkują i sprzedają. Jakoś dlaczego po dziś dzień się nie rozpijaczyli? Pod tym kryje się – jakkolwiek by to nie zadziwiało – poważne stwierdzenie naukowe. W organizmie każdego człowieka wytwarzany jest specjalny enzym nazywający się dehydrogenaza alkoholowa. Enzym ten wytwarza się by neutralizować jakieś przypadkowe dawki alkoholu trafiające do organizmu. Ta właśnie dehydrogenaza alkoholowa bardzo skutecznie i w dużych ilościach wytwarzana jest u wszystkich narodów południowych, które poprzez tysiąclecia spożywają winogrona. Jedzą te winogrona, one przechodzą przez przewód pokarmowy, powstaje alkohol i powstaje też enzym, który neutralizuje ten alkohol. U narodów północnych, a my Rosjanie do nich należymy dehydrogenaza alkoholowa nie jest w praktyce wcale wytwarzana. Oto powód dla którego nieszczęsnemu Czukczy, mieszkańcowi Jakucji, Niemiec, nalewają 5 razy po 100 gram a za szóstym razem wszyscy oni są już alkoholikami. W ich organizmie wcale nie ma tego enzymu. Oto dlaczego rosyjscy lekarze 100 lat temu odkryli dziwną i straszliwą dla nas zasadę. Przy obniżeniu średniej rocznej temperatury o 5 stopni, śmiertelność z powodu alkoholu wzrasta dziesięciokrotnie. Oto dlaczego z pomocą alkoholu udało się zabić Indian w USA. Oto dlaczego unicestwiono alkoholem prawie 60 małych narodów Syberii, Północy i Dalekiej Północy. Oto dlaczego dwunasty rok jest niszczony wielki naród rosyjski. Zabijają nasz naród szczególnie poprzez wojnę alkoholem, która prowadzona jest według wszystkich reguł totalnego unicestwienia.

O czym nie wie obywatel III RP

Podziękowania dla blogera Neon24 dr nowopolski za interesujący tekst o zakłamanej rzeczywistości III RP.

Redakcja.

Społeczeństwo III RP utrzymywane jest w pełnej nieświadomości, zarówno w odniesieniu do realiów szeroko pojętego bytu, jak i tego, kto tak naprawdę jest głównym wrogiem Polski.

2_3_RP

Prawie przed dekadą, dokonałem próby porównania dokonań II i III RP. Z czasem doszedłem jednak do wniosku, że analiza taka jest nieuprawniona, z powodu jakościowej różnicy jej przedmiotów. II RP była bowiem państwem w pełni suwerennym, w przeciwieństwie do III RP. Logicznym wydawało się więc przeprowadzenie takiego porównania w odniesieniu do PRL-u i III RP. Rezultaty tego zaprezentowałem w kilku publikacjach tyczących różnych obszarów tematycznych. Ponieważ jednak dynamika rozwoju sytuacji w III RP jest duża, warto wrócić do tego tematu, uzupełniając go nowymi spostrzeżeniami.

Pomimo zależności PRL-u od sowieckiego hegemona i „siermiężnego” życia jego obywateli, można w jego systemie znaleźć pewne pozytywy. Należały do nich niewątpliwie pełne zatrudnienie i szeroko pojęta sfera socjalna.

Z perspektywy ćwierćwiecza, widać wyraźnie, że III RP nie ma na swym koncie żadnych autentycznie pozytywnych osiągnięć. Odsyłając do cytowanych powyżej artykułów, przytoczę tu tylko zasadnicze „reformy” III RP:

  • likwidacja realnej gospodarki przez Balcerowicza j jego następców;
  • rozbudowa pasożytniczego aparatu biurokratycznego, w wyniku zmian systemu administracji państwowej i samorządowej;
  • „prywatyzacja” majątku narodowego polegająca na jego rabunku lub zniszczeniu;
  • dostosowanie edukacji do „standardów unijnych”, które spowodowało drastyczny regres jej poziomu i jakości;
  • stymulacja masowej emigracji młodego pokolenia, poprzez pozbawienie go jakichkolwiek realnych szans na godne zatrudnienie w kraju;
  • mitygowanie przyrostu naturalnego poprzez de facto likwidację jakichkolwiek osłon socjalnych;
  • likwidacja de facto i de jure suwerenności państwa, poprzez wtłoczenie go w struktury unijne.

Najważniejszą jednak różnicę, pomiędzy oboma tworami, stanowi fakt pełnej świadomości przygniatającej większości ówczesnego społeczeństwa, co do autentycznej sytuacji PRL-u, jego zależności od ZSRR, okupacyjnej roli „elit”, administrujących nim z sowieckiego nadania, oraz półkolonialnej eksploatacji polskiej gospodarki przez tego hegemona.

Dla kontrastu, społeczeństwo III RP utrzymywane jest w pełnej nieświadomości, zarówno w odniesieniu do realiów szeroko pojętego bytu, jak i tego, kto tak naprawdę jest głównym wrogiem Polski.

Dziś, gdy nieprzerwanie funkcjonuje ono w wirtualnej rzeczywistości, stworzonej dlań przez zagraniczne ośrodki decyzyjne, w wielu innych krajach rzeczywistość zaczyna przebijać się do świadomości obywateli. Zdarzają się też „dezerterzy” z obozu władzy. Znany szwajcarski ekonomista, były luminarz międzynarodowych organizacji finansowych, Peter Koenig, tak charakteryzuje funkcjonujący współcześnie system gospodarczy[v] :

Trzeba sobie uświadomić, że neoliberalizm, to kryminalna, mordercza plaga. Jest ona przyczyną wszelkiego zła w XXI wieku na świecie. Obrazuje ona zachłanność małej grupki, z powodu której dziesiątki milionów muszą ginąć. Neoliberalizm i jego feudalny system bankowy, pod przewodnictwem Wall Street i jej międzynarodowej finansowej siatki, kradnie publiczne środki i inwestycje, rabuje narodowe zasoby przy pomocy złodziejskich systemów prywatyzacyjnych, wprowadzanych pod pretekstem „reform strukturalnych” niezbędnych do uratowania państw przed bankructwem.

Nie lepiej przedstawia się sytuacja światopoglądu społeczeństw, kreowanego przez korporacyjne media i tandetną pop-kulturę. Ludzie funkcjonują w matriksie nie mającym nic wspólnego z rzeczywistym światem ich otaczającym. Pisze o tym „dezerter” korporacyjnych mediów, znany brytyjski dziennikarz, John Pilger.

Prawdziwie diaboliczną formę osiągnęła zachodnia propaganda medialna w okresie narastającego konfliktu z Rosją. Dzięki sprytowi Putina, który nie dał się sprowokować do bezpośredniego zaangażowania w ukraińską wojnę domową i nie dał tym samym zachodowi pretekstu do zaatakowania Rosji, zachodnie media zmuszone zostały do stworzenia „negatywowego” obrazu rzeczywistości, w której agresor (banderowcy wspierani przez zachód) przedstawiani są w roli ofiary, a ludność Donbasu odgrywa rolę „rosyjskiego agresora”. Pisze o tym, miedzy innymi polski dziennikarz z Kijowa, Eugeniusz Lubański:

Ogromnie mnie wstyd za polskich polityków i moich kolegów dziennikarzy, którzy robią milionom Polaków wodę z mózgu. Ta operacja dokonywana jest już w skali całego narodu polskiego. Można wszystko zwalać na PRL i żydokomunę, ale to tylko wierzchołek góry lodowej polskiego idiotyzmu, który szkodzi polskiemu interesu narodowemu.

Polskie media, zwłaszcza telewizja non stop truje masowo przeciętnych Polaków pół prawdami w swoich reportażach z ogarniętego wojną domową Donbasu. Ostatnio dziennikarzy III RP próbują złagodzić wizerunek banderowców batalionów ochotniczych typu: „Azow”, „Donbas”, „Ajdar”, „OUN”, „Kijów” lub „Prawy Sektor”.

Np. dziennikarka Ewa Stankiewicz już po raz kolejny demonstruje dobroć bojowników banderowskich, którzy jej zdaniem mają charakter anielski i lubią Polskę i Polaków lecz nienawidzą Rosję i Rosjan. Po reportażach pani Stankiewicz można się rozpłakać od wzruszenia, jak od filmów indyjskich. Nieskazitelni żołnierze pod flagami czerwono-czarnymi OUN-UPA i bandyci Donbasu i Putina. Białe i czarne. Do jakiego stopnia trzeba się zdegradować, aby na czarne mówić białe i na odwrót.

Do pani Stankiewicz znowu się dołączyła skandaliczna banderówka z Polski Bianka Zalewska, która wznowiła swą pracę reporterską w ukraińskiej telewizji „Espreso”. Szef tego neobanderowskiego kanału lwowianin Mykoła Kniażyćkyj, dawny kolega koszernego Adama Michnika, przygarnia na swojej telewizji „Espreso” polskich spadkobierców OUN-UPA ze Związku Ukraińców w Polsce, znających język ukraiński. Ci nawiedzeni przez ideologię integralnego nacjonalizmu ukraińskiego obywatele III RP chętnie uczestniczą w medialnej propagandzie prezydenta Poroszenki i ministerstwa informacji banderowca Stecia ze Lwowa.

To dobrane towarzystwo wzajemnej adoracji robi skutecznie wodę z mózgu Ukraińcom i Polakom. Pani Stankiewicz, może to nie banderowcy mordowali tysiącami cywilnych Polaków II RP w czasie II wojny światowej? Ale co ja pytam, bo wielu dziennikarzom polskim od dawna już nie zależy na prawdzie lecz na pieniądzach.

Natężenie propagandy medialnej, w ostatnim okresie, osiągnęło takie rozmiary, że spowodowało to oficjalną reakcję władz niemieckich, oskarżających amerykańskie środki masowego przekazu o „niebezpieczną propagandę”, prowadzącą do wojny.

Obawa o własną skórę, skłoniła Niemców do postrzegania rzeczywistości w bardziej realnym kształcie. Niestety, nic podobnego nie ma miejsca wśród „polskich elit”. Ich głupota i służalczość w stosunku do obcych „pryncypałów” jest bezgraniczna.

Dokumentne otumanienie Polaków, we wszystkich dziedzinach życia społecznego, politycznego i gospodarczego umożliwiło perfidne „porozumienie ponad podziałami” polskich „elit”, oraz zmasowana propaganda wszystkich bez wyjątku znaczących polskojęzycznych mediów.

Polacy nie znają fundamentalnych prawd dotyczących III RP i jej społeczeństwa, a w szczególności tego, że:

  • ten niesuwerenny twór państwowy funkcjonuje, jako de facto kolonia Unii Europejskiej;
  • jego „elity” odgrywają zakamuflowaną rolę okupanta;
  • „demokratyczna władza” funkcjonuje w symbiozie z „demokratyczną parlamentarną opozycją” i są one w pełni zintegrowane z nieformalnym systemem „nowego porządku światowego” (NWO);
  • skala kolonialnej eksploatacji i destrukcji wdrażanej dziś w Polsce przez zachodniego okupanta (Unii & USA) wielokrotnie przewyższa tą zrealizowaną przez ZSRR w okresie PRL-u;
  • głównym wrogiem Polski I Polaków jest międzynarodowa oligarchia finansowa, oraz, w zróżnicowanym stopniu, cały zachód, a w szczególności Niemcy, a nie jak im się wmawia putinowska Rosja.

Dopóki Polacy nie poznają tych fundamentalnych prawd, dopóty sanacja będzie pozostawać jedynie mglistą alternatywą.

[i] http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/48110,ii-i-iii-rp-porownanie-dokonan
[ii] http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/336901,prl-a-iii-rp-proba-oceny-politycznej
[iii] http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/334580,prl-a-iii-rp-proba-oceny-gospodarczej
[iv] http://ignacynowopolskiblog.salon24.pl/335667,prl-a-iii-rp-proba-oceny-obyczajowej
[v] http://www.counterpunch.org/2015/03/06/greece-injured-by-eu/
[vi] http://www.paulcraigroberts.org/2015/03/05/crazed-washington-drives-world-final-war/
[vii] http://en.wikipedia.org/wiki/John_Pilger
[viii] http://johnpilger.com/articles/why-the-rise-of-fascism-is-again-the-issue
[ix] http://www.kronikanarodowa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=2419:wieci-z-kijowa-robi-polakom-wod-z-mozgu
[x] http://news.antiwar.com/2015/03/12/german-officials-claims-of-russian-invasion-of-ukraine-are-american-propaganda/

Opublikowano za:  http://drnowopolskiblog.neon24.pl/post/120205,o-czym-nie-wie-obywatel-iii-rp

http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/03/o-czym-nie-wie-obywatel-iii-rp/